KS. JERZY ZAPRASZA

KĄCIK POETYCKI



Kto stworzył
mrugające gwiazdki,
falujące trawy?
Kto stworzył kota i psa,
Ciebie i mnie?
- Nasz OJCIEC BÓG.






 



Idąc za sugestią POETY ZBIGNIEWA BARTECZKI, 5 września 2004 r. otworzyliśmy Kącik Poetycki. Zachęcamy wszystkich Parafian do wspaniałej przygody odkrywania swych ukrytych talentów. Wiersze najlepiej przesyłać pocztą elektroniczną.


S Z C Z U R

O! popatrzcie moi mili,
jestem zwykły szczur Bazyli;
moje życie jest do bani;
zamieszkałem na plebanii.

A po nocy, i to w ciszy
pod podłogą ganiam myszy;
przed myszami tym się szczycę,
że nie złapię się w łapicę.

Ale przyszła na mnie klapa,
sprowadzono „szczurołapa”;
a szczurołap to chłop dzielny
to po prostu jest Kościelny.

Więc sielanka się skończyła,
chociaż tak swawolna była;
no i przyszło stąd uciekać,
bo trafiłem na człowieka.

- Jerzy Zołędziowski (Śmiłowo, 6 II 05)

 

 


MIEJ ODWAGĘ BYĆ POLAKIEM

 

Tobie co stoisz na rozdrożu drogi
bo nie wiesz w którą ruszać stronę
idź w stronę Polski !...w stronę Boga!
mówię i wołam „pod Twoją obronę…”

trzeba rozwinąć schowane sztandary
iść do Ojczyzny każdą z prawych dróg
bo znów najwyższym nam zadaniem
Ojczyzna wolna! Honor oraz Bóg!

nie bój się drwiny…wrogów Polski!
duma i wierność naszym znakiem
bo nie ma ceny za Jej wolność
więc miej odwagę być – Polakiem!



CZŁOWIEK PRZY BURCIE

Ks. Jerzemu Ptachowi – człowiekowi przy burcie, w drodze powrotnej z Dower do Calais
podczas pielgrzymki do Aylesford w maju 2001 r.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Kula słońca się kryła poza skały Dower
Znacząc swe pożegnanie jasną, złotą smugą
Fala fali podaje przesłanie świetliste
Słońce – żegnając morze – zachodziło długo

A przy burcie stał człowiek w zachód zapatrzony
Ktoś w sercu jego budził i pokój – i ciszę
A troski precz odrzucał – otwarty na słowa,
Które są najważniejsze, które chciał usłyszeć

Pan morza, słońca, skały – mówi nieraz szeptem
Nieraz wielkim milczeniem poprzez pluski fali
Nie gubi się w przestworzach, morze go nie skrywa
Nie mieszka w niedostępnej, tajemniczej dali

On Jest, który Jest - i jest bardzo blisko
W każdej chwili gotowy – w każdej chwili czeka
Małą iskrą w twym sercu rozpala ognisko
Zaproszony – ogarnia całego człowieka

On Jest
Dotkniecie Jego jest szczęściem nad miarę
Nie wyrazi je pacierz, za wątłe są słowa
Stój przy burcie cierpliwie, nie zamykaj serca

On hojny – znów je zechce napełnić od nowa
Stój przy burcie w milczeniu
Ciszy wielkiej –
Słuchaj -

- Iwa Korsak-Sabuda (Kraków)

 

 

DZIĘKUJĘ KSIĘŻE KAPELANIE


ks. Jerzemu Ptachowi
(wspomnienie pielgrzymki karmelitańskim
szlakiem z Polski do Aylesford)

Bogurodzico - na angielskiej ziemi
Myśmy świadczyli w Ciebie zapatrzeni
Przed naszą Matką i Polski królową
Naszej modlitwy najgorętsze słowa
Tutaj, w Aylesford, w opactwie Karmelu
Pod Twoje stopy najświętsze się ścielą...
To było dawno. Zostało wspomnienie
Dalekiej drogi. Nasze pochylenie
Tutaj śpiewamy najgorętszy pacierz
Twoje wejrzenie i brunatny szkaplerz
Dany pielgrzymom już na pożegnanie
Ja ci dziękuję, księże kapelanie
Żeś uczył taką modlitwą się łączyć
Która się w życiu nigdy nie zakończy
A którą każdy pamięta, zachowa
Ona jest w naszych sercach, nie słowach
A serca w rękach Najjaśniejszej Pani
To dzięki Tobie, księże kapelanie
Boś nam pomagał serca te otwierać
Klęczeć przed Matką - i wtedy, i teraz

 

- Iwa Korsak-Sabuda (Kraków)

 




P A S T E R K A
w Roku Eucharystii 2004


Cicha noc, święta noc,
gwiazdy wśród chmur jaśnieją,
Z nieba spływa Boża moc,
dziwne rzeczy się dzieją.

Dzwony dzwonią wszystkie wraz,
ich głos na całą parafię leci,
Na Pasterkę przyszedł czas,
Proboszcz woła – chodźcie dzieci!

Ta Pasterka o wcześniejszej godzinie
nie jest zwykła, lecz jubileuszowa.
Wszyscy czujmy się jak w rodzinie,
niech nikt się w domu nie chowa!

Świątynia nasza w świetle tonie,
choinka srebrem lśni.
A obok choinki, w żłóbku na sianie
Betlejemska Dziecina śpi.

Na ołtarzu migoce światełko betlejemskie,
kamień z pól betlejemskich w żłóbku leży.
Bo Betlejem, to święte miejsce ziemskie,
które znać i kochać należy.

Msza święta się zaczyna, gong znak daje.
„Wśród nocnej ciszy” – wszyscy śpiewają wraz.
Ksiądz Proboszcz do Pasterki staje
dwudziesty piąty już raz.

Na kolana pada zgromadzony lud cały
bo oto chwila Podniesienia.
W kapłańskich dłoniach chleb biały
Bóg w swe Ciało przemienia.

Kruszyna chleba Ciałem się staje,
Chrystus na ołtarzu się rodzi.
Odwieczne Słowo siebie nam daje,
do każdego serca przychodzi.

Aż wreszcie chwila uwielbienia przyszła
za miłość wielką i niepojętą.
Od ołtarza do żłóbka procesja wyszła
niosąc w monstrancji Hostię świętą.

Rok Eucharystii wszak przeżywamy
z woli Ojca Świętego.
W żłóbku na tronie więc składamy
Jezusa Eucharystycznego.

Cały lud we Mszy uczestniczący,
wzorem betlejemskich pasterzy
słowa kolędy śpiewający,
w procesji do żłóbka bieży.

Przed Bogiem ukrytym w Kruszynie Chleba
wszyscy na kolano przyklękają.
I widząc w Chlebie kawałek nieba,
hołd Bogu oddają.

O Jezu, Panie, Tyś zawsze z nami
w Eucharystii utajony,
za nasze grzechy Cię przepraszamy,
przyjmij korne nasze pokłony.

Spraw Panie, byśmy przez życie całe
gorąco Ciebie kochali,
i wszędzie Twoją głosząc chwałę,
w niebie się z Tobą spotkali.

Odeszli wszyscy, światła pogasły,
w mroku nocy pogrążona wioska.
Na niebo wzeszedł księżyc jasny,
to była Pasterka śmiłowska.

- Halina Czarnecka

 

 

 BOŻE NARODZENIE

Znów nadeszły wielkie święta
o nich każdy pamięta.
Bo te święta już od lat
święci z nami cały świat.

Piękny wieczór wigilijny
niech on będzie familijny.
Mama dzieci wycałuje
ojciec stwory dopilnuje.

W domu ciepło, nastrój błogi
piesek leży koło nogi.
Za oknami śnieżek prószy
kotek łapką myje uszy.

W domu chłopiec i dziewczynka,
a w kąciku jest choinka.
Każdy na zegarek zerka 
dziś w kościele jest pasterka.

A w kościele przed ołtarzem
ministrantów dumne twarze.
Księdza ornat pięknie świeci
przed ołtarzem klęczą dzieci.

W swoich sercach radość czują,
bo tak pięknie kolędują.
Obyśmy nie byli sami
dobry Jezu zostań z nami.

Spod ołtarza właśnie stąd
Proboszcz życzy dobrych świąt.
Aby nie psuć świąt nastroju,
przekażmy sobie znak pokoju.

- Jerzy Żołędziowski, 2007

 

 

 

Różaniec Matki

W małej izdebce, tuż obok łóżka,
Z różańcem w ręku klęczy staruszka
Czemuż to babciu mówisz pacierze?
Bo ja w ich siłę naprawdę wierzę.
Wierzę, że te małe paciorki z dębiny
Moc mają ogromną, odpuszczają winy
Gdy zawiodą lekarze, gdy znikąd pomocy
Ja, grzesznik niegodny, korzystam z ich mocy

Pierwsza dziesiątka jest za papieża
Niech nami kieruje, Bogu powierza.
Druga w intencji całego Kościoła
Modlitwą silny wszystkiemu podoła.

Trzecia za męża, co zmarł i już jest w niebie
A może w czyśćcu, lub większej potrzebie
Czwartą odmawiam w intencji syna...
Przy tych słowach staruszka płakać zaczyna
Był dobry chłopak, lecz od ojca pogrzebu
Odwrócił się od Boga, złorzeczył niebu
Nie rozumiał, że Bóg w swojej miłości
Dał wolną wolę dla całej ludzkości.
Zaś człowiek dar ten bezcenny i hojny
Zamienił na chciwości, wyzysk i wojny
I teraz, gdy wypadek czy wojenna trwoga
Nie wini siebie, lecz zawsze Boga.
Myślałam, że syn, gdy założył rodzinę,
Gdy wziął na ręce swą pierwszą dziecinę,
Zrozumiał swe błędy, cel odnalazł w życiu
Lecz on mimo rodziny, pogrążył się w piciu.
Awantury, alkohol, płacz i siniaki
Czemu swym dzieciom los zgotował taki?
Nie było miłości, pieniędzy, jedzenia,
Spokój był tylko, gdy szedł do więzienia.
Ja zaś przez lata biorąc różaniec do ręki,
Bogu polecam swych wnucząt udręki,
Lecz syn w nałogu trwał dalej uparty,
Z czwartej dziesiątki robił sobie żarty.

"Lepiej piątą odmawiaj sama za siebie
Bo żyjesz tylko o wodzie i chlebie.
Na nic te posty i twoje modły,
Bo los już taki musi być podły."
Płacze staruszka, drżą wątłe ramiona.
Wie, że jest chora, niedługo skona.
Co będzie z synem, z jego rodziną?
Czy znajdą drogę prawdziwą, jedyną?

I zmarła nieboga. Wezwano syna
Ten twardo powiedział - nie moja to wina.
Lecz widząc w trumnie matki swej trupa,
Poczuł jak mu pęka na sercu skorupa.
Zobaczył różaniec swej zmarłej matki,
W miejscu czwartej dziesiątki zupełnie gładki.
Nie ma paciorków - patrzy i nie wierzy,
Palcami starte od milionów pacierzy.
Tylko piąta dziesiątka była jak nowa,
Przypomniał swe kpiące o niej słowa.
Na palcach zobaczył od łańcuszka rany,
Wybacz mi - krzyknął - Boże mój kochany!
Ożyło w końcu syna sumienie,
Przysięgam ci matko, że ja się zmienię.
Całował zimne swej matki dłonie,
Twarz łzami zoraną i siwe skronie.
Rzucił nałogi, oddał się Bogu,
Szczęście gościło w ich domu progu.
I codziennie wieczorem, całą rodziną,
Różaniec mówili za matki przyczyną.."
- Jacek Daniluk z Białej Podlaskiej

 

 

 

Smutki i radości objawów starości


Idę ulicą - ktoś mi się kłania.
Oddaję ukłon - znam przecież drania:
ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku ...
To miły facet, znam go od roku.
Jakże u diabła on się nazywa?
... Dziura, w pamięci. Czasem tak bywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi:
Nic nie poradzisz - starość nadchodzi.

Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
no i spaceru gna mnie potrzeba
zwłaszcza, że słońce i błękit nieba...
Gdy już po parku idę alei
nagle pot zimny koszulę kle
bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
W śpiesznym powrocie znów myśl się rodzi:
Nic nie poradzisz - starość nadchodzi.


Siedzę i czytam. Nagle myśl żywa
jakimś pragnieniem z fotela zrywa.
Robię trzy kroki, staję przy szafie
i jak to cielę na nią się gapię ...
Pojęcia nie mam, po co ja wstałem?
Czego tak bardzo i nagle chciałem?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,
że ta nieszczęsna starość nadchodzi.

Jadę na urlop - prasuję spodnie.
żeby wśród ludzi wyglądać godnie.
Biorę walizkę, pędzę nad morze ...
Lecz tam zamiast śledzić dziewczyny hoże,
zamiast podziwiać plażowe akty ...
...Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
Może dom spłonął? Strach we mnie godzi ...
Tak to jest kiedy starość nadchodzi.


Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
zaoszczędziłem trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem,
dobrze ukryłem je przed złodziejem.
I teraz ... już od paru miesięcy
nie mogę znaleźć moich tysięcy.
Ech, nie pojmiecie tego wy młodzi
jak miło żyć gdy starość nadchodzi.

Pomimo moich najlepszych chęci
nie zawsze mogę ufać pamięci.
Więc by jej pomóc, a przez nią sobie,
czasem na chustce węzełki robię.
A potem jeden Bóg wiedzieć raczy
co który węzeł ma dla mnie znaczyć?
Choć mi się nawet nieźle powodzi,
wciąż mam kłopoty. Starość nadchodzi.


Dwa razy dziennie - raz przy śniadaniu,
a potem w obiad, po drugim daniu
zażywam leki, tabletki białe:
cztery połówki i cztery całe.
Często się pieklę /bom nie aniołem/,
gdy w obiad nie wiem czy rano wziąłem?
Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi
wiedza, że oto starość nadchodzi.

Żuję kolację - w niej polędwica
me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości ...
Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna. Masz sporo czasu ...
Chcesz iść nad wodę, albo do lasu,
to sobie idziesz - nikt ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie też nikt nie goni,
bowiem nie musisz pędzić do pracy
jak wszyscy twoi młodsi rodacy.


Co prawda wigor z wolna przekwita,
lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
należną gażę poczta przynosi ...

Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
gdyż wiek ci daje m ą d r o ś ć spojrzenia ...
Więc wiwat starość! Niechaj nam służy,
nawet gdy trochę chwilami nuży.
Bowiem - jak sądzę - w tym jest rzecz cała,
by jak najdłużej ta starość trwała …


Wiersz Reinera Kerna "Das Alter kommt auf seine Weise"
spolszczył /i uzupełnił/ Tadeusz Rejniak; Grudzień 2000

 


Trzy gile na jesionoklonie


Trzy gile siedzą na jesionoklonie
spowitym w ponowę śniegu
Patrzę na nie zza szyby
z różańcem w dłoniach
szepcząc „Tajemnice radosne „
jak najciszej by ich nie spłoszyć
Archanioł Gabriel zwiastuje
Najświętszej Panience niezwykłą radość
Ona szczęściem niebywałym napełniona
odwiedza ukochaną kuzynkę Elżbietę
Wkrótce rodzi Jezusa przy śpiewie aniołów
w ubogiej stajence na sianku dla zwierząt
ofiarowując Go potem w świątyni Niebu i ludziom
co jedynie spostrzegają prorokini Anna i starzec Symeon
Wreszcie znajduje swego Syna czytającego zwój Księgi
u którego podnóżka tyleż zasłuchanych
i wpatrzonych w Niego z podziwem
choć bez zrozumienia
A gile jak trzy krople krwi na Jego skroni
wciąż tkwią na drzewie przed moim oknem
w znaku krzyża tają mi z zimna dłonie

Józefa Drozdowska, Augustów, grudzień 2015




 

Do kościoła ubierzmy się godnie

Przybytek Boży - to wspaniała Świątynia nasza
Która, w Imię Boże, wszystkich do siebie zaprasza.
Każdego, kto tu przyjdzie - jak przyzwoitość wskazuje.
Godny - ku Temu miejscu - strój obowiązuje!

Czy będzie to katolik, czy może nawet ateista
Musi zachować umiar, by nie błyskała golizna.
Sam Bóg stworzył człowieka i dał mu piękne ciało.
Trzeba jednak wiedzieć - gdzie pokazywać je śmiało!

Rozumna istota ludzka, wiedzieć o tym powinna.
Przychodząc do Świątyni - odpowiednią szatę mieć - winna.
Mówiąc prostym językiem - "golizna i stroje rozchełstane"
W każdym Przybytku Bożym, są wprost zakazane!

Trzeba mieć takt i wyczucie umiaru, wstydu i godności.
By w miejscu uświęconym, zachować krztę przyzwoitości.
Przychodząc tutaj - świadomość przecież mamy.
Że nieodpowiednią szatą - Boga obrażamy!

Zanim tu przyjdziemy - zastanówmy się śmielej.
Gdzie pokazywać swe ciało. Na pewno nie w kościele.
Do tego celu służy - piękna, słoneczna plaża.
Tam do woli można - piękne ciało obnażać.

Dlatego - już od dzisiaj, nie strójmy się swobodnie.
Idąc do kościoła, ubierzmy się godnie.
Brzuchy i ramiona niech będą zakryte.
A odzienia nas wszystkich, niech będą przyzwoite.

Dobrze, że do kościoła zawsze chętnie przychodzimy.
Na Mszę świętą, chrzty, pogrzeby czy na zaślubiny.
Ale jest ważne - czy godną szatą jesteśmy przyodziani.
Czy brakiem wstydu innym w skupieniu nie przeszkadzamy.
 

- Maria Góral  /26 VIII 2007/

 

 

Panie Dobry jak chleb

Ziemio Ojczysta, matko i rodzicielko.
Przesiąkłaś krwią, łzami i potu kropelką.
Długo leczyłaś wojenne rany.
Teraz nas karmisz swoimi płodami!

Ziemio uprawna, nasza, tyś ziemskim „niebem”.
Złote zbóż łany, pachną świeżym chlebem.
Tego Bożego daru - człek potrzebuje dla siebie.
Lecz dusza ludzka pragnie - „Chleba Żywego - Ciebie”!

Panie, dobry jak chleb - na Krzyżu za nas umarłeś.
Ciało Swe - jako „Żywy Chleb” - duszy naszej nam dałeś!
Tyś pod „znakiem chleba”, pozostał w Sakramencie.
Bądź uwielbiony Panie, w każdym życia momencie!

Nauczając narody - rybę i chleb rozmnożyłeś Panie.
Stałeś się chlebem - manną, ludowi na pożywienie.
Ojcze nasz w Niebie, chleba powszedniego nam daj.
Chleb - to podstawa życia, to w ustach smaku raj!

Siewca ziarno posieje, które obumrze w glebie.
Ziemia piękny plon wyda, człowiecze dla ciebie.
Z ziarnem chlebek powstanie - powszedni i „Ten Żywy”!
W Białej Hostii ukryty; Przeistoczony, Prawdziwy!

O Jezu, nasz Panie, w Najświętszym Sakramencie.
Karmisz nas „Swoim Ciałem”, w tym Testamencie.
Nasz Boski Zbawicielu, Ty Jesteś naszym Panem.
Pozostań z nami nasz „Chlebie” - na wieki wieków. Amen.

 

- Maria Góral  /2 IX 2007/
 

 

OJCZE ŚWIĘTY NASZ RODAKU
Na mel. "Dobra Matko i Królowo z Jasnej Góry"

1. Ojcze Święty nasz Rodaku, nasz Papieżu,
który miłość swą rozsiewasz wokół nas.
Chcemy Tobie dziś piosenkę te zaśpiewać,
by Ci hołd nasz oddać, serce w darze dać.

Ref.: Naucz nas zawsze trwać przy Chrystusie,
strzec Kościoła, bronić prawdy i nią żyć.
Tyś Pielgrzymem, Apostołem jest Chrystusa,
Tyś opoką, twierdzą, skałą nieba wrót.

2. Janie Pawle, Tyś Następcą jest Chrystusa,
Wieczne Miasto Twoim domem stało się,
lecz Twe serce zawsze żyje w naszym kraju,
gdzie powracasz i gdzie urodziłeś się.

Ref.: Naucz nas zawsze trwać przy Chrystusie,
strzec Kościoła, bronić prawdy i nią żyć.
Tyś Pielgrzymem, Apostołem jest Chrystusa,
Tyś opoką, twierdzą, skałą nieba wrót.

 

- Jolanta Kryger - Kaczory

 

 

 

 

 

 

Wieczny Spacer

Dziś na ostatni, wieczny spacer
(tak to niestety w życiu jest)
Odszedł najbliższy mój przyjaciel:
nasz ukochany, wierny pies.

Odszedł po cichu, przytulony,
szczęśliwy, że ktoś się nim zajął.
Umierał, czując się bezpiecznie.
Wiedział, że wszyscy go kochają.
Bądź pewna, psino, że gdy staniesz
u drzwi Krainy Wiecznych Snów,
Nie będzie nigdzie napisane
„Prosimy nie wprowadzać psów!”
Tam będzie cisza, ciepło, spokój
kości, piłeczka i poduszka
Tam będziesz miała własny pokój
i nikt cię nie wygoni z łóżka.
Lecz w tej krainie psiego szczęścia                                            
nikt cię nie weźmie na kolana,                                       
Nikt otwierając drzwi od domu nie krzyknie
„Karen - chodź, kochana”.                                                                   
Nikt na dobranoc nie pogłaszcze,                                                                     Rezan, Artos i Raga
nikt na śniadanie nie obudzi…
Bo na tych drzwiach jest wielki napis:
”PROSIMY NIE WPROWADZAĆ LUDZI!”

- autor nieznany

 

 

 

JEZIORO KOPCZE


Wczoraj byłam w lesie,
niby jesień, a w sercu wiosna.
Słyszałam nawet świergot ptaków,
gdzieś w oddali dzięcioł stukał w drzewo.
 
Szłam ścieżką wśród opadających liści,
niby sama, lecz pełna radości.
Niebo nade mną takie błękitne,
promień słońca przedzierał się przez gałęzie sosen.
 
Wędrowałam brzegiem jeziora „Kopcze”,
niby chłodno, a zarazem tak błogo.
Szara woda cicho szumiała,
a nad brzegiem kołysało się lekko sitowie.
 
Teraz wiem, że otaczająca mnie przyroda,
z pewnością musi być Jego dziełem.
Ta rozłąka i oddalenie,
dały jasny i piękny obraz Boga.
 - Renata Rzyduch z d. Encminger
 

 

 

Lipa – chluba parafii

Było to bardzo, bardzo dawno temu 
Był taki dzieńkosciol
W którym wszystko się rozpoczęło
Małe nasionko wykiełkowało
Lipą się okazało - piękną sadzonką
Wybrano odpowiednie miejsce
W narożniku, by nikomu nie przeszkadzała

Lipa oczy przechodniów radowała
Na twardym jej dysku
Jak w komputerze
Wszystko skrzętnie zapisywała

Tych małych i wielkich wydarzeń
Świadkiem się stała
Notowała zdarzenia radosne
I te trwogą przejmujące
Budowę kościoła poprzedniego
I obecnego 110. rocznicę obchodzącego
Była świadkiem tragedii wojen światowych


Choć wszystko wtedy niszczono
Ją oszczędzono

Ze smutkiem odprowadzających na cmentarz
Naszych Drogich Zmarłych żegnała
To przed nią wóz konny przejeżdżał
A na nim Bohater Piotr Konieczka
Kiedy niemiecki oficer Kapralowi salutował
Szumem swych liści wtórowała

Ona nikomu nie przeszkadzała
Z jej kwiatów pracowite pszczoły
Dla nas słodki miód zbierały
W jej gałęziach
Ptaki gniazda zakładały
I pisklęta świergocząc
Razem z nami Bogu chwałę oddawały


Nasza lipo, chlubo naszej parafii
Cieszyłaś się, gdy głazy na cześć Szkaplerznej
W twoim sąsiedztwie stawały

Lipo kochana
Powiedz nam szczerze
Ty wiesz najlepiej
Ile drzew zasadzić trzeba
By choć jedno usunąć?

Odpowiedź jest prosta
Tysiąc zasadzić trzeba.



 

 

„Santo, Santo” – wierny lud woła
na melodię: Kiedy w jasną spokojną…

1. Przeogromna miłość Boga to sprawiła,
Kościół w dłonie Jana Pawła powierzyła.
W Jego słowach, Jego sercu i w modlitwie
każdy człowiek swoje miejsce miał wyryte.

Ref.: Dziękujemy za posługę Twą w Kościele,
zostawiłeś nam w pamięci nauk wiele.
Wejrzyj z nieba, wspomóż, wstawiaj się za nami,
byśmy kiedyś razem w niebie się spotkali.

2. „Santo, Santo!” – wierny lud ku niebu woła
i przed Tronem Bożym nisko chyli czoła.
Za Papieża Jana Pawła dzięki składa.
Nasz Rodaku z nieba zawsze nam pomagaj.

- Jolanta Kryger - Kaczory

 

 

Spojrzenie

Istotność jest spojrzeniem.
Jest wzrokiem żywym, odsłaniającym głębię.

Patrzy objawiając.
Otacza widzeniem.

To wnętrze jest istotą!
Dlatego głębia jest przy policzku,
a bezmiarem oddychasz.

Ciemność, jest jutrzenką spotkania
i spocznieniem co tańcem pulsuje.

Zasłona jak szal jedwabny zdaje się więcej odkrywać.
Kogo bardziej ?

- Marek Janowski 02.06.2013


 

Początek

Zbudował ołtarz Panu.
Bogu. Pierwszemu.
Który Jest. Jedynemu.

Aby to co strumieniem żywym z niego wypływa
właściwym co inne czyniło,
kierunkiem, ruchem, spocznieniem.
By ktoś za pokolenia
mógł dobrze się poczuć
                 na klęczkach
                 na miejscu

                 na pewno.

 - Paweł Kwiatkowski

 
Redemptor Hominis

Bliscy Tobie,
zawsze ich gromadzisz razem
przy boku Twym.

W dłonie Twoje przebite,
życie, to krótkie i to na wieki
niech Ci złoży Niewiasta, Panna i Matka

o wdzięcznym imieniu. Miłym tobie.
Niech w radości klęka przed Tobą człowiek, zdumiony swym HOMINIS
bo królewskim go uczyniłeś.

Jakim stawać wobec ciebie?
Epoka to nowa.

Uczyń.

 - Paweł Kwiatkowski


Miłosierdzie

Gdy wołam Ojcze Przedwieczny
rozlewasz we mnie wśród blasku
i bliskość prawd ostatecznych.

 - Paweł Kwiatkowski

 

  Mój Anioł

Ja nie poddam się od razu
ja z Aniołem mam umowę.
On mnie wspierać będzie ciągle
da swą własną za mą głowę.

Ja mu oddam wszystkie myśli
on podpowie w którą stronę.
Ja mu szczerą dam odpowiedz
on mnie weźmie w swą obronę.

Jakże nerwy trzymać w wodzy
kiedy serce krzyczeć chce
i gdy niepewności groza
wręcz na strzępki szarpie mnie?

On jedyną mą ostoją
jemu słowa piszę te;
bo w nieszczęścia apogeum
Anioł mój ocali mnie.

- Zofia van der Vorst-Ksycka

Czas

Tak jak co dzień stał na rogu
nucił zawsze ten sam refren
reklamował towar swój,
czas na potem i na przedtem.

Dwie sekundy za łez kilka
dawał zwykle bez wahania,
za perlisty uśmiech deszczu
krótki moment wspominania.

Za tęsknotę miał w zanadrzu
chwilkę ze wschodzącym słońcem
odrobiną zaś miłości
pocałunki dwa gorące.

Szastał trochę swoim losem
próby i wyzwania ciągłe,
wieki całe tam na rogu
czasem w słońcu, czasem we mgle.

Na sekundę stanął w myślach
gdy ostatni sprzedał ranek.
Smutno brzmiał ten jego refren;
pożegnania czas, rozstanie ?

Bo roztrwonił swe istnienie,
godzin czas za myśli wzlot
dni snów marzeń; tu granica,
to wciąż trwa, to czasu żywot.

Tonę, tonę w czasie
wypełznąć nie mogę
coraz głębiej wciąga mnie
serce jak dzwon bije na trwogę

Ustaje na małą chwilę
żaglowiec na martwym morzu
i nie wiem, czy mnie wypluje,
przywita bezwietrzną zorzą

Czy na zarosłej powierzchni
w martwym zastygłym czasie,
wśród gwiazd, w gorącym słońcu
utrzymać uda mi się.

Dni, godziny, sekundy
wulkanu płynna lawa
tak gęsta moja przestrzeń
czas mnie wciąga od nowa.

Kim ty jesteś czasie,
czy tylko przeszłością,
czy tym co jest teraz,
całą mą przyszłością ?

Co mi dałeś czasie
i gdzie mnie prowadzisz,
czy zaczętą przyszłość dasz mi,
zdradzisz, czy nie zdradzisz ?

Tak wiele wskazówek,
ciągniesz mnie za rękę,
nie pędź proszę czasie
daj odpocząć chwilkę.

Milczysz taką ciszą,
że kręci się w głowie
przystań choć na moment
i daj mi odpowiedź.

Ni sędzia, ni Bóg z ciebie,
ni sen co zazdrości,
nie pozwolę ci stanąć
na progu przepaści.

Popłynęłabym z tobą
ale tyle spraw
muszę wyczyścić mózg
ze strachu i obaw.

Zabijasz ranisz i leczysz czasie
kto dał ci to prawo ?
I tak uparcie przesz wciąż do przodu,
i nie pozwalasz zacząć na nowo.

Biegnę zdyszana
by dotrzymać kroku
chcę dogonić ciebie,
nie stracić z widoku.

Zerkam gdzieś po drodze
zachodzące słońce
plaże pełne ludzi
stokrotki na łące.

Może jeszcze trochę czasu
może to już niedaleko
może chwilę dla oddechu
może w lesie, gdzieś nad rzeką ?

Nie chcę do tej czarnej plamy
proszę, zmienić daj kierunek;
dziś okrutny jesteś czasie,
jutro, błogi wizerunek.

Niewiadomą jakąś wielką
jak ta wieczność jesteś czasie;
jak i ciebie; mknący ciągle;
jej! zrozumieć nie da się.

Bardzo boję się wieczności
no bo nie wiem kim, czym ona ?
nie jasnością, nie ciemnością,
nie kolorem; nieskończona ?

Nienawiścią, czy goryczą,
może jednym wielkim szczęściem,
albo wielką zawieruchą
lub chaosem w jednym rzędzie ?

Może raj to, może piekło,
schowek zagubionych dusz,
a może to tylko sypialnia
co zaprasza mnie do snu ?

To wielki znak zapytania
pierwszej rangi niewiadoma
jakże trudno mieć nadzieję
która może mnie przekonać.

Tak, ogromny to dylemat
i jak długo będę żyć
szukać będę odpowiedzi;
może wieczność to jest nic ?

Chciałabym być wróżką i rozdawać długie dni
po brzegi jak czara wypełnione szczęściem
zieleń, błękit, słońca złoto
i muzykę, i taniec, i jeszcze więcej.

 - Zofia van der Vorst-Ksycka

 

Zwykła miłość

O, niezmierna przyczyno
mego tutaj istnienia.
Ty mi dałaś natchnienie,
pchnęłaś mnie do zwierzenia.

Nie ukazujesz mi celu
i drążysz twe kręte ścieżki
nie dajesz zboczyć z drogi
i możliwości ucieczki,

Lecz wciąż pozwalasz mi czerpać
z twych sił, energii zasobu,
więc biorę całymi garściami,
gdy braknie, będę brać znowu.

Czuję, że jest bez dna
ta czara, co daje mi trwać,
choć losu złych scenariuszy
bardzo bym mogła się bać.

Jestem kreacją mych myśli,
mych uczuć i mych emocji.
Nikt nie nagradza, nie gani,
nie ma żadnych promocji.

Tylko jedno, wytarte już słowo
określa znaczenia zawiłość,
coś co uskrzydla, uzdrawia,
to słowo, to zwykła miłość.

- Zofia van der Vorst-Ksycka



Niepodważalna nadzieja

Biały kolor śniedź oblała
siwy pejzaż czarnych drzew
chciałoby się już do wiosny
gdzieś tam słychać zimy gniew.

Przemoczony na wskroś spacer
makijażu czarna łza
walczą z sobą pory roku
każda się do przodu pcha.

Liczę na jutrzejsze słońce
na marcowe ciepłe dni
na pierwsze kolory kwietnia
zapach kwiatów i radości.

Chcę już teraz móc wykrzyczeć
dobre wieści, których czekam,
tak jak wiosna bosą stopą
łaskotać duszę człowieka.

Wiem, wybuchnie gromkim śmiechem
świat, okręci nas dokoła,
dobrych myśli mych potoku
nic zatrzymać nie podoła.

Wykraść chce mi czasem je
chandra, jak ręka złodzieja,
lecz zbyt wielka we mnie jest
niczym niepodważalna nadzieja.

 - Zofia van der Vorst-Ksycka

 

Śmieć na scenie

Niepotrzebny nikomu
po drodze wyrzucony gdzieś
błąka się po ulicach
wiatrom daje się nieść

Plastikowy woreczek
do jakiejś klei się szyby
wystraszony kierowca
pisk hamulców, krzyk, czyżby?

I znowu z wiatrem wiruje,
rowerzyście zajrzy w oczy
wraz ze starą brudną puszką
pod nogi pieszemu potoczy.

Błądzi tak podmuchem pchany
nie może rozwiązać zagadki,
skąd wzięły się tu i tam
papierki, resztki, odpadki?

Tak, jak kurz: woreczek-aktor,
osiada na chodniku z wiatrem.
Zaśmiecony gęsto świat
sceną jego jest, teatrem.

 - Zofia van der Vorst-Ksycka

 

 

Bł. Jan Paweł - chodząca Modlitwa

Jesteś tak Wielki,
że trudno objąć Twą wielkość.
A ja zbyt mały,
by ją wysłowić.
Niedościgły Wzorze,
Lodołamaczu
napędzany modlitwą,
kruszący twarde diamenty podziałów.

Błogosławiony Papieżu,
chciałeś być z nami
w skrawku relikwii Twej szaty.
I stało się.
Jesteś z nami.
I przypominasz nam,
że warto zaufać.
Jezu ufam Tobie – powtarzać.
I szatą szkaplerza się okryć
i życiem TOTUS TUUS wyśpiewać.

 

- xjp /1 maja 2011/

 

 

„ odwagi! ja jestem”

słyszałem
te słowa
choć myśli tchórzliwe
zawrócić
mi każą
od Ciebie
odejść
odwagą nie grzesząc
wskazówkę
kompasu
szybko przesuwam
i czekam
na wiatru tchnienie
co nogi
ustawi
w przeciwnym
kierunku
do myśli


Jolanta Kryger – Kaczory



życie wieczne
odkładam
na później

jeszcze czas

przygnieciony
przeszłością
klęsk
i niepowodzeń
myśli
bezwiednie
powracających

daj czas

życie wieczne
odkładam
na później

by zdążyć

jeszcze ziemskie
odnaleźć
i rozgrzeszyć
potargane
lata odejść
od wieczności
i cyfr
biblijnych
wierszy


Jolanta Kryger – Kaczory



nie dziwię się ciszy
że chce trwać

bez zegarków
bez kalendarzy
bez zbędnych pytań

nie dziwię się ciszy
że chce trwać

w milczeniu
bezkresnym
bez zbędnych
słów codziennych

nie dziwię się
ciszy że chce

trwać
wieczność całą

milczeniem
usta
zamykając
palcem serdecznym
wskazując
ciszę
bezcennych chwil
krążących
wokół tarczy
zegara
niemego


Jolanta Kryger – Kaczory




często chwytam w pośpiechu dnia
deszcz
z kropel miłości
utkany
od kołyski

deszcz
wspomnień

przesiąknięty
aromatem matczynych
rąk i spojrzeń
deszcz
w odcieniach tęczy
co wczoraj dzisiaj
i jutro
zrasza
kolejne kartki
kalendarza
bez ograniczeń czasu
i częstotliwości
opadów

często wracam
pamięcią
w pożółkłe
dni
ze starych fotografii
by chwycić
obraz po deszczu
zatrzymać
w barwach tęczy
i zapisać
wdzięczność
cyframi
kalendarza
zapisać
kroplami deszczu
płynącymi
z uśmiechniętych oczu
stęsknionych
widoku kołyski

Jolanta Kryger - Kaczory



po jeziorze
chciałem
przyjść
do Ciebie
dna
nie dotykając
stopami bosymi
lecz
zapomniałem
kieszenie opróżnić
z kamieni
zebranych spod nóg
Magdaleny
co wyrok
wstrzymały
rozgrzeszając
przeszłość
nieczystą
ręką Miłości wiecznej
zapomniałem
ciężar
na brzegu zostawić
by dna nie sięgnąć
jeziora
niepewnie
lecz z wiarą
balast wyrzucam
i topię ciężar
win rozgrzeszonych
niesiony do brzegu
lekkością
sumienia

Jolanta Kryger - Kaczory



czas zimowy

nie lubię
czasu
cofać
godziną
jedną
oddalać
metę
wieczności
w ciemnościach
spowitą
wieczornych
co sen
przyspiesza
cofniętą
wskazówką
a rankiem
oczy otwiera
za wcześnie
czekam
na wiosenny
powrót
czasu
uwięzionego


Jolanta Kryger – Kaczory



czemu
na Górę
wchodzić musiałeś
dla ośmiu słów
wypowiedzianych

błogosławieni

i dzisiaj
góry
pokonać trzeba
słowa
poskładać
na Górze
w kazanie
błogosławionych

szczęśliwi

co idą
cicho
kierunkiem
ośmiu znaków
niesieni

błogosławieni

Jego słowem
z Góry
naznaczeni
sprawiedliwością
sądu
nieuniknionego

Jolanta Kryger – Kaczory



 

Chciałabym napisać
jeden wiersz
taki ładny
by łzy radości
same z niego
spływały
i żeby trawą
pachniało
w każdym wersie
a w każdej strofie
maleńki ptaszek
śpiewał
pochwałę życia
promienie słońca
by były
niekończącym się
refrenem
niosącym swój
blask
przez całe
życie

- Jolanta Kryger - Kaczory
 

 

jesień
złota
za oknem
słońce kroczy
cichutko
na swych
złotych
promieniach

jak dawniej

słychać świergot
ptaków
i szelest
pełzającego
węża
wśród
liści życia

jak dawniej

wiatr odmierza
czas startu
i wzywa
na metę
ludzkiego
przemijania

jak dawniej

zamykam okno
w złotych
ramach
niewystarczalności

- Jolanta Kryger - Kaczory



po bezdrożach wakacji
szedł Bóg
tak zwyczajnie
dotykając
rozgorączkowanej
ziemi
szedł bezdomny
szedł chory
szedł spragniony
szedł głodny
szedł nagi
ale radosny
bo wszystko
co miał
rozdał
szedł bogaty
bo miał jeszcze
tak wiele
do ofiarowania
i szedł dalej
omijany
o widzialnej nędzy
i niewidzialnym
sercu

- Jolanta Kryger - Kaczory



cisza wśród
obłoków drzemie
i wynurza swe
niewidzialne
dłonie
by
dotknąć ziemi
pokrytej
psalmami szczęścia
życia
ludzkiego
cisza wśród
obłoków drzemie
uśpiona
ludzką
rozpaczą
i bezradnością
jak płomień
wygasłych
świec


- Jolanta Kryger - Kaczory



Wiersze ci niosę
podpisane radością
życia
jak uśmiech żaby
odbity
w szklanym
naczyniu
przeznaczenia
jak echo dzwonków
w głośnym glissando
między
szczytami gór
deszczu
niosę ci wiosnę
życia
rodzącą sie
w wersach
poezji

- Jolanta Kryger - Kaczory



fale były coraz
większe
a oni
wciąż czekali
zarzuciwszy sieci na Niego
który nie przychodził
po morskich
falach
Nadziei

- Jolanta Kryger - Kaczory



Dzisiaj znowu
zapachniało
wiosną
i powrotem
z dalekiej podróży
słońce
przesłało promienie
życia
przez maleńkie
okna
pajęczej pułapki
utkanej
dla zabicia
czasu
w kielichach
jak kiedyś
przelewa się nektar
wiwatujący na cześć
życia
poczętego
wśród płatków
wiosennej
miłości
dzisiaj znowu
zapachniało
wiosną
i powrotem
zielonej
trawy

- Jolanta Kryger - Kaczory



na glazurze nieba
wypisałam
słowa
życia
i przetrwania
w gąszczu
i labiryncie
ludzkich
spraw
i obietnic
słowa
miłości
bezinteresownej
słowa miłości
z miłości
każdej
bez względu
dla ciebie
i dla mnie
przetrwałam

- Jolanta Kryger - Kaczory



Ludzie też tam byli
a może nawet
przede wszystkim oni
wśród leżących
w nałogu życia nieprawego
czekającego na cud zbawienia
w zawierzeniu
jego Prawdzie

- Jolanta Kryger - Kaczory

 


 

Modlitwa marnotrawnego syna

Nigdy nie przestałeś być moim Ojcem
pozwoliłeś mi odejść
abym się nauczył prawdy
o wolności bez Ciebie

Nie zabroniłeś mi roztrwonić Twojego majątku
więc roztrwoniłem
siebie

Nauczyłem się na pamięć
upokorzenia głodu
poznałem smak umierania
z tęsknoty

A gdy głębia mojej nędzy zawołała
głębia Twojej miłości odpowiedziała
wróciłem

Widziałem Cię z daleka
czekałeś

Szalony winą i strachem
szedłem wyrzec się własnego synostwa
za jeden kęs chleba
nadziei na życie

Lecz w Twoich ramionach
zostałem wskrzeszony
rozebrany z upodlenia
odzyskany

Znów czuję się synem
Ty zawsze jesteś Ojcem


- ks. B. Zeman ssp

 

 

W I O S N A

Przed dom wyjdź, na pola spójrz,
jakie piękne łany zbóż,
a tam dalej las i młody gaj,
to polska ziemia, to polski raj.
A tam dalej cóż mamy?
idą Panie, wiejskie damy,
piękne, zdrowe, roześmiane,
choć rękawy zakasane.
Idą w pole jak do tańca,
a wieczorem do różańca,
z swymi dziećmi bardzo zżyte,
jednym słowem znakomite.
Choć byś buty zdarł po świecie,
lepszych Pań nie znajdziecie,
kiedy wrócą dziś się z powrotem,
zroszą ziemię własnym potem.
Uklęknijcie przed obrazem,
uklękniemy z Wami razem,
z Wami zawsze chcemy być,
bez Was nie da się po prostu żyć.

- Dla śmiłowskich Pań - Jerzy Żołędziowski

 

@BĄDŹ GOTOWY

Po co nam życie, skoro szybko przemija?
Boże, czy ty nie widzisz, że kocha go rodzina?
Przecież był młody, czym sobie zawinił, że go zabierasz spośród rodziny?
Ma piękną żonę, młode dzieci, kochającą go rodzinę i przyjaciół, ale się nie sprzeciwił lecz spełnił wolę Świętej Rodziny.
Żal i smutek ogarnęły całą rodzinę, ale jemu tam dobrze, bo jest w swojej rodzinie.
On z góry do nas się śmieje, lecz my tego nie widzimy, bo za nim tęsknimy.
,,Zostawiłeś matkę, aby dołączyć do ojca, taty swego.
Jesteście teraz w niebie w przybytku Ojca Świętego.
w naszych sercach na wieki pozostaniesz i wiedz to, że bardzo cię KOCHAMY,,
Czym on zawinił - kto mi odpowie na to pytanie?

- Natalia Żołędziowska  lat 15   09.04.2009 r. (Wielki Czwartek)   

 

STWÓRCA

Jesteś moim jedynym Stwórcą
jesteś jak wiatr,
bo mimo, że Cię nie widzę
to jednak czuję
Jesteś jak powietrze,
bo choć chciałabym Cię dotknąć
nie mogę, lecz gdy nie ma Cię
wokół mnie to się duszę, umieram.
Jesteś jak woda,
bo tylko ona potrafi ugasić moje pragnienie.
Jesteś jak Słońce, bo gdzie pośród
tysięcy innych gwiazd znajdę
inną, tak wspaniałą?
Jesteś lekiem na nieuleczalną
chorobę...
I choć jesteś bezcenny to nie muszę
starać się o pieniądze, ani receptę.
Jesteś jak wielka księga, gdzie
zawarte są wszystkie odpowiedzi
i choć kolejka do niej jest długa
to nie muszę pytać, aby uzyskać odpowiedź.
Jesteś moim jedynym przyjacielem,
bo zawsze, gdy Cię potrzebuję jesteś przy mnie...
To Ty znasz mnie najlepiej Boże,
bo przecież
Jesteś moim jedynym Stwórcą...


- Anna Łuczk

 

W I Z Y T A C J A

Każdy miał bardzo poważną twarz,
kiedy pojawił się pasterz nasz,
i gdy stanął w progach kościoła
niejeden „witaj” w duszy zawołał.
Przywitaliśmy wraz z Jerzym Kapłanem
Biskupa naszego i Kościoła Bydgoskiego.
To pierwsza wizyta, bardzo ważna sprawa
Odwiedził nas Biskup Jan Tyrawa.
Część wiernych oczekiwała na Czcigodnego,
by umocnił ich Darami Ducha Świętego.
To uroczystość Sakramentu Bierzmowania,
młodych do dorosłości życia skłania.
Każdy to przeżył na swój sposób,
a Dary Ducha Świętego przyjęło 35 osób.
Następna część wizytacji i uroczystości
to na posiłku spotkanie z gośćmi.
Lecz nie sam obiad wzmacniał ducha,
wie każdy kto Księdza Biskupa słuchał.
Dyskusja żarliwa i w przyjaźni trwała,
rzeczowa odpowiedź rozmówcę spotkała.
Ksiądz Biskup wspominał, nawiązał do tego,
jak służby specjalne niszczą niewinnego,
trzeba mieć wciąż wiarę: nie można się chować,
nie pozwólmy sobą złym manipulować.
Po dwu godzinnej debacie cała nasza grupa,
w zrozumieniu żegnała Księdza Biskupa.
Jakże inaczej teraz postrzegamy pewne sprawy,
po bliższym poznaniu Biskupa Tyrawy.

- Józef Burza

 

 

T A C A

Lubię chodzić w kościele z dużą tacą
słuchać jak dziwnie pieniądz o dno głucho stuka
gdy ktoś od nawy głównej przepychać się zacznie
babcia szpilą ukole penitent ofuka
Gdy ktoś pobożny cicho posądzi o chciwość
a pani z parasolem obmówi że żebrzę
nareszcie mogę widzieć swą twarz nieszczęśliwą
odbitą z kolorami na wesołym srebrze
A czasem marzę sobie: z tego wzrosną wieże
kaplica którą piękniej przebudować trzeba
a ludzie sądzą dalej że proboszcz z wikarym
za chodzenie z tacami nie pójdą do nieba.

- Ks. Jan Twardowski



N A D Z I E J A

Umiera Papież, nie dla Swej chwały,
w Nim to narody się rozkochały
świat cały dzisiaj modlitwa łączy
lecz On nie słucha, życie kończy.

Nasz Rodak Papież Karol Wojtyła,
kogóż ta ziemia by utraciła.
Nie szczędząc sił jednoczyłeś narody,
a teraz chcesz odejść bez naszej zgody.

Wszyscy modlimy się wspólnie razem,
nad Twoim pokornym dobroci obrazem,
który potrafi wskrzesić siły,
w chorych i w tych co już zwątpili.

Pozostań z nami, nie odchodź jeszcze
przecież prac tyle, jest na Twej ścieżce,
więc nie rozstawaj się jeszcze z nami
boś nam potrzebny i Cię kochamy.

- Józef Burza /kwiecień 2005/



TRAGEDIA NA ŁĄCE

Dzionek wspaniały, słoneczko świeci,
Na pobliskiej łączce bawią się dzieci,
Trójka ich była, widać, rodzeństwo,
Dwoje podlotków, jedno maleństwo.

Przycupnął zajączek, patrzy ciekawie,
Dlaczego te dzieci buszują w trawie.
Sarenka z lasu także wyjrzała,
Dalej się boi, bo jeszcze mała.

Dziewczynka wianki, uwiła wspaniałe,
Trzy z nich malutkie, dwa okazałe.
Kwiatki wplatała jak najgęściej,
Zaniesie do domu rodzicom na szczęście.

A dwójka chłopców koziołki wywija,
Gaworząc beztrosko czas szybko mija,
I gdy popatrzysz człecze na to z boku,
W jakiejś zadumie łza stanie w oku.

Że taka radość i samo życie,
Lecz proszę nie płosz, podpatruj skrycie.
Słoneczko zaszło, zmierzch zapada,
Do domu wraca wesoła gromada.

Nazajutrz z rana znowu to samo,
Biegiem na łączkę, nie martw się mamo,
Pierwsi chłopcy, za nimi panienka,
Jest już zajączek, jest już sarenka.

Zajączek śmiesznie ruszał uszami,
I dalej brykał razem z chłopcami.
Zabiło szybciej serduszko sarenki,
Na widok stale wesołej panienki.

Co dzień na łączce zabawa trwała,
Powstała przyjaźń jakże wspaniała.
Koniec wakacji, wiadomo nauka,
Sarenka z rana wciąż dzieci szuka.

A gdy po lekcjach pędzą oszalałe,
Jakże się cieszą serduszka małe.
Zabierz mnie Aniu do swojej szkoły,
Zajączka także, niech będzie wesoły,

Aż dnia pewnego dzieci osłupiały,
Na łączce siedział zajączek osowiały.
Sarenka leżała w wysokiej trawie,
Ciałko jeszcze ciepłe, gorące prawie.

Czerwona plama dowodzi niezbicie,
Że ktoś się targnął na sarenki życie.
Dziewczynka uklękła, objęła szyję,
Ucho przystawia, czy jeszcze żyje.

Sarenka spojrzała w stronę przyjaciółki,
Nie weźmie Ania sarenki do szkółki.
Ostatnim wysiłkiem oblizała raczki,
Nie zapominajcie dzieci zajączka i łączki.

Raptem ucichła, cichutko westchnęła,
I w martwym oku łezka stanęła.
Płacz przerwał ciszę jaka istniała,
Płakał zajączek i gromadka cała.

Kto był tyranem? Czy ktoś odpowie?.
Odpowiem córeczko - dorosły człowiek.

- Jerzy Zołędziowski /marzec 1980
/



J U B I L A T
(Na stulecie kościoła)


Sto lat minęło, jak wielki krok,
a zbudowano go prawie w rok.
Kościół Jubilat, Świątynia nasza
wszystkich serdecznie zawsze zaprasza.

Bo to niezwykły wystrój stylowy,
neogotycki, tak nietypowy,
mimo niecnych zniszczeń dawnych,
wciąż piękny i zabytkowy.

Kiedyś noclegi tu urządzano,
część desek i wyposażenia spalono.
Dzisiaj jest pięknie odnowiony,
bardzo przez swego pasterza i wiernych hołubiony.

Każdy, kto na modlitwę tu zmierza,
może też wstąpić do Szkaplerza.
To tu, w Śmiłowie Matka Karmelu
Przyjmuje pod płaszcz swój wyznawców wielu.

- Józef Burza (2005 r.)



DĄB NA JARACZU

Hen tam w oddali,
Stał dąb zielony.
Pośród pól szarych
Piękny był z korony.

Tam małą strugą
Strumyk wody toczy.
Stać mogłeś długo
Ciesząc pięknem oczy.

Gdy wieczór nastanie
Ty zachowaj ciszę.
Ptaków świergotanie,
Do snu ukołysze.

Gniazdka tu swe mają,
W gałęziach zieleni
Z wdzięcznością śpiewają,
Nie próbuj tego zmienić.

Sarenka z zajączkiem
Też tu przybiegają,
Kładą się na łączce,
Ptaszki podglądają

Aż tu dnia pewnego
Powstał wielki hałas.
Z drzewa przepięknego
Budowano szałas.

Łamali konary,
Gałęzie grabili.
Zapłakał dąb stary
Nad chamstwem wandali.

Jeden z tych wandali
Jakby bez sumienia
Ognisko rozpalił
W pobliżu strumienia.

Ten jeden dzionek,
Straszna nocka jedna
I wszystko stracone
Blaski piękna bledną.

Szumi, szumi woda,
Szepcze cicho strumień.
Gdzie zaś twa uroda
Powiedzieć nie umiem.

Powiedz cicha wodo
Gdy wpadniesz do rzeki,
Że umieram młodo
Choć przeżyłem wieki.

Zapłakał zajączek.
Też braciom opowiem,
Co było na łące,
A co uczynił człowiek.

- Jerzy Żołędziowski



M A R Z E N I E

Jestem bardzo biedny, wiecie?
ciągle sam na tym świecie.
Ani siostry, ani brata,
obok tylko mama, tata.

Dla nich jestem zupełnym wyjątkiem,
jestem ich małym, kochanym zwierzątkiem.
Głaszczą mnie, karmią i psują,
różne zbędne rzeczy kupują.

Niczym są dla nich moje marzenia.
Serca ich zawsze są pełne zwątpienia.
Czy to jest zdrowe? czy nowoczesne?
zwierzę mieć w domu? – to niebezpieczne!

W moich marzeniach nie ma nic złego.
Ja chcę mieć tylko pieska małego.
Takiego małego, całkiem czarnego,
którego kochał będę z serca całego.

Będę codziennie go karmił i pieścił,
do uszka mu szeptał różne opowieści.
W życiu mym krótkim dużo jest radości,
ale brakuje mi bardzo psiej, ufnej miłości.

- Halina Czarnecka (10 X 04)



TRUD PRZEBACZANIA

Łatwo wymagać od innych
Trudniej samemu wybaczyć
A przecież nie przebaczając
Krzywdzimy się sami

Choć nie jest łatwo urazy darować
Gdy się przełamiemy, bogatsi jesteśmy
Radość napływa do serca naszego
I Bóg ma w nim swe miejsce

Miłość w sercu zagaszcza
I życie piękniejsze się staje
Gdy przebaczamy, zdrowsi jesteśmy
A przede wszystkim uczniami Pana

- Mysz /IX 04/



SERCE ZAJĄCA

Tuż za osadą nie daleko,
Za pagórkiem nad rzeką,
Jest łąka kwieciem pachnąca,
Dalej lasek i dom zająca.

O parę kroków jakby wymierzył,
Mieszkał z rodziną malutki jeżyk.
Razem psocili przez dzionki całe,
Tak jak się psocą zwierzątka małe.

Każdego ranka gdy słońce przygrzało,
Lecieli na łączkę gromadką całą,
Zajączek skubał trawkę soczystą,
A jeżyk spijał rosę złocistą.

A gdy któryś był zmęczony
W matczynych objęciach sypiał skulony,
Radość, bo matczyny ciepły puszek
Ogrzewał zajączka pełny brzuszek.

Aż dnia pewnego nad ranem,
Zbudziły zajączka głosy nieznane.
Matka nie spała, była na nogach,
Serduszko zająca ścisnęła trwoga.

Bliskie hałasy i groźne szczekanie,
Matka widziała to polowanie.
Objęła zajączka niezmiernie czule,
Nie wychodź synku usłuchaj matule.

Spojrzał zajączek niezmiernie czule.
Gdzie idziesz mamo, czy cię zobaczę?
Żegna w rozpaczy mateczka dziecię,
Dlaczego zajączkom tak źle na świecie.

Wybiegła z domu i gna przed siebie,
Dalej i dalej syneczku dla ciebie.
Wie doskonale co do niej należy,
Musi zginąć, by synek mógł przeżyć.

Oprawców radość rozpiera z polowania.
Niejeden ze szczęścia na nogach się słania,
A w domu zajączka płacz cichutki,
Płacze zajączek, płacze malutki.

Mamo, mamusiu, moja mateczko,
Wróć tu, czekał będę nad rzeką.
Nie wiedział zajączek, to zwierze nieduże,
Że zginęła matka, bo nie była tchórzem.

Wychodził nad łączkę tęsknił za mamą,
Wracał wieczorem. Nazajutrz to samo,
Siadał nad łączką, płakał w rozpaczy,
Czuł, że mateczki już nie zobaczy.

Słońce zachodziło za pobliski góry,
Zapadały wieczory jakże ponure.
I tak któregoś dnia nad ranem,
Ruszył zajączek w strony nieznane.

- Jerzy Żołędziowski



W S P O M N I E N I A
Na Jubileusz 25-lecia Pontyfikatu Jana Pawia II


W Wadowicach się urodził,
w górach od małego chodził,
a na scenie był cudowny,
to poeta jest wymowny.

W szkole dostał wyróżnienie,
lecz miał inne przeznaczenie.
On od dawna wiedział już,
że pomaga anioł stróż.

Najpierw został ministrantem,
potem księdzem - walczył z czartem,
i biskupem też Krakowa,
kardynałem - co za głowa.

To dwadzieścia pięć lat temu
wydarzyło się - a czemu?
Pan Bóg zdecydował tak,
że Wojtyła pójdzie w świat.

To mówiło nam sumienie
zanim słyszeliśmy brzmienie,
wtedy cały kraj nasz wrzał,
bo Papieża widzieć chciał.

Odtąd zaczął nauczanie
i wielkie pielgrzymowanie.
Tych pielgrzymek miał już tyle,
że to dzięki nim też żyje.

Młodzież skupia wokół siebie,
nigdy nie zawiedzie ciebie.
Jego jednak ktoś znieważył
w tłumie ludzi zauważył.

Człowiek ten pistolet miał
strzelił - choć się pewnie bał.
Świat zamarł i był w strachu
choć zamachowiec nie był na dachu.

Lecz nasz Papież ukochany
wcale nie był załamany
Matka Boża wciąż Go broni
i Szkaplerzem swoim chroni.

Wybacza każdemu On
podaje pomocną dłoń.
Już od dawnych lat
jednoczy cały świat.

Od niepamiętnego wieku
widzieć dobro chce w człowieku.
Sen mu ciągle spędza z powiek,
że człowieka bije człowiek.

Dumni my jesteśmy z Niego,
że dokonał tyle tego.
Chcemy by już w zdrowiu żył
i wśród wiernych zawszę był.

Jest człowiekiem wielkiej miary
i otrzymał wielkie dary.
I okazja też jest dobra,
więc powinien dostać Nobla!

- Agata Kubisiakówna ( lat 14 - 16 X 2003)



„CURRICULUM VITAE” (Bieg życia)

Szumiał wiatr, a stopy szły do Ciebie Świątynio moja i Twoja.
Dotarłam, usiadłam i słuchałam jak ściany szeptały do mnie.
Imię moje – Ja ciebie chrzczę...
- przyjaźń zawarta, jestem dzieckiem
Wszechmocnego Boga w Trójcy Jedynego!
- Stopy szły dalej...
Konfesjonał zadrżał w świątyni mojej,
Jezus swe kroki kieruje do mnie;
wkrótce będę w sercu Twoim.
- Stało się! Wyszedłeś ze skarbnicy kielicha złotego
i wlałeś miłość do serca małego...
- A stopy szły dalej, aż wkrótce zatrzymały się,
bo usłyszały szum drzew obok Ciebie stojących „Świątynio moja”.
I znowu byłeś, kreśliłeś Krzyż olejem znaczony.
I rozkwitała we mnie Świątynia Twoja.
Aż wkrótce stopy ustały...
Posłałeś je daleko w obce mi mury,
nie jestem u siebie ale z Tobą – Świątynio moja...
Pytam dziś Ciebie - w stulecie święta Twojego,
czy trakt mój prawidłowy?
- odpowiedz Panie! Proszę, niech się tak stanie...

- Mariola Jarzębowska zd. Welke /2005/



MÓJ PUPILEK

Mój pupilek jest wspaniały,
ciągle daję mu pochwały,
chociaż troszkę rozbrykany,
ale zawsze jest kochany.

Kości lubi niesłychanie,
często zjada mi śniadanie,
gdy jest smutny, to rozbawię,
gdy wesoły, się z nim bawię.

Gdy na dworze niepogoda,
często w szafie mi się chowa,
lecz gdy słońce praży, pali,
biega wszędzie rozbrykany.

Ja go kocham całe życie,
i na pewno zobaczycie,
że innego nie chcę ja,
on w mym życiu wielką rolę gra.

- Klaudia Michalska lat 12



JESIEŃ – ZIMA, WIOSNA

Hen nad lasem krąg księżyca,
w gawrze drzemie niedźwiedzica,
do niej misie przytuleni,
wyczuwają smak jesieni.

Każdy łapę mamy trzyma,
trzeba ciepła, idzie zima,
zima sypie białym puchem,
usną misie z pełnym brzuchem.

No bo mama mądra była,
przed snem długim nakarmiła,
i tak prześpią aż do wiosny,
aż nadejdzie dzień radosny.

Każdy misiu mamę pyta,
gdzie tu najeść się do syta,
są jagódki smakowite,
nasze lasy w nie obfite.

Ciepło idzie od zachodu,
może znajdziemy troszkę miodu,
nieopodal tej rzeczółki,
barcie maja mądre pszczółki,
gdy ich pięknie poprosimy,
to się miodem ugościmy.

Łąki, lasy; w nich zwierzęta
Są też gniazda w nich pisklęta,
kto te cuda mam tak tworzy,
to dla świata dar jest Boży.

- Jerzy Żołędziowski /10 X 2005/



BYĆ SOBĄ

Tylko wtedy jesteś sobą,
Kiedy innym dobrze z tobą.
Bóg obdarzył cię godnością
-czy odpowiesz mu miłością?

Zawsze z Bogiem krocz przez życie,
Miej go w sercu swoim skrycie.
Miłuj bliźnich wszystkich w koło,
Będzie miło i wesoło.

On jest twoim przyjacielem
Spotkać możesz go w kościele.
Bywaj często w miejscach świętych,
Będziesz zawsze uśmiechnięty.

On cię kochał od początku
Miej go w serca swym zakątku.
Bóg jest przecież twoim bratem
Chociaż rządzi całym światem.

Miłość Boga i bliźniego
Jest ważniejsza od wszystkiego.
Żyj zgodnie z przykazaniami.
Będziesz w niebie z aniołami.

- Agnieszka Łyżwa



UKOCHANA POLSKA NASZA

Spraw dobry Boże,
by Polska nam nie zbrzydła,
by nas polski orzeł,
w opiekę wziął pod skrzydła.

Jaka piękna Polska nasza
są tu pola, rzeki, lasy,
każdy Polak dziś zaprasza,
cudzoziemców tu na wczasy.

Jest tu mleko i maślanka,
są pasieki, a w nich miód,
w Polsce spotka was sielanka,
bo gościnny polski lud.

Naród w Polsce pracowity,
wierny, dobry i spokojny,
z swą Ojczyzną bardzo zżyty,
i nie wstrzyna nigdy wojny.

- Jerzy Żołędziowski  /2 IX 2005/



TO ONA…

Polska, cóż to znaczy?
Kto powie?
- To te najsmakowitsze pola,
najbardziej pachnące łąki
w dzień zwykły, upalny, deszczowy.
To zabytki szlachetne
I te bez renowacji.
To słowa kocham, nie lubię,
które każdy zrozumie.
To pierwsze kroki,
pierwszy uścisk matki.
I marzenie wysłane w obłoki.
To pierwsze spojrzenie za okno
i pierwszy podziw słońca lub szarości wzgórza.
To pierwsze wędrówki praprzodków.
I władcy, królowie, kapłani, przywódcy.
To także krwawe boje.
To każde życie na wojnie stracone.
To każdy rodak.
To każde serce bijące do rytmu.
Polsko, Ojczyzno moja,
Uwielbiam Cię!

- Małgosia Czyż
/Za ten wiersz zdobyła I miejsce w Konkursie poetyckim
im. kaprala Piotra Konieczki w Gimnazjum w Kaczorach /




C H C I A Ł A B Y M . . .

Chciałabym być kroplą deszczu
Spadającą na pustynię
Napoić ziemię suchą
Nieść gorącu ochłodzenie

Chciałabym być gwiazdką
Która doprowadza do celu
Zabłąkanym drogę ukazywać
I jaśnieć w dni pochmurne

Chciałabym być tą osobą
Która nie zawahała się
Podeszła, otarła twarz
Kiedy na krzyżu umierałeś

Chciałabym choć raz nic nie chcieć
Zrozumieć dążenie świata
Napoić się blaskiem Twego słowa
I prawdziwie patrzeć na oblicze nieba!

- Małgosia Czyż



CZY POTRAFIĘ ?

Czy potrafiłabym otrzeć
twarz zmęczoną Pana?
Krew cieknąca wytrzeć
i upaść przed Tobą na kolana?

Czy potrafiłabym oddać bogactwa
Będąc królową?
Porzucić wszelkie doradztwa
pozostać niezauważoną?

Czy sprostam wyzwaniom
które dostaje od Ciebie?
Przecież to łatwe, prowadzisz mnie
a jednak zawodzę Cię ...

- Małgosia Czyż



PUKANIE DO SERCA

Pukasz do mego serca
czy je otworzyłam?
czy tylko sobie tak wmówiłam?
nie chcę, by biło bez Twojego tchnienia

Pukasz do mego serca
otwieram je ochoczo
a może ochoczo je zamykam?
na to co prawdą, miłością zbawczą

Pukasz do mego serca
one wciąż woła o pomoc
a pomoc wieczna wieki temu nadeszła
i wiecznie trwać będzie
ofiara na drzewie Krzyża!

- Małgosia Czyż



SZKAPLERZNA PANI

Matko jedyna nasza kochana
na Twojej duszy jest wielka rana,
przepowiedzianym mieczem zadana,
kiedy swym grzechem zdradzamy Pana.

Lecz Twoja miłość jest tak łaskawa,
kochasz nas wedle Boskiego prawa,
Tobie posłuszna jest nawet trawa,
i w niebie jest ogromna wrzawa.

Gdyż na ziemię dajesz dar wspaniały
Szymon Stock ujrzał Cię wśród anioły,
jego oczy się rozradowały ,
ujrzał bowiem cud tak niebywały.

Szkaplerz odtąd okrywa świat cały.
I czcimy go wszyscy dla Twej chwały.
Tłumy na Karmel wciąż wędrowały,
ale i Czernej nie omijały.

Do małej wioski – Śmiłowo – przybywasz.
Ponad trzy wieki w niej już przebywasz,
Bractwo Szkaplerzne dla nas zakładasz
i stale swą łaską nas tu obdarzasz.

Zostań w Śmiłowie Szkaplerzna Pani
Proszą Cię o to Twoi słudzy wybrani.
Niechaj Twą duszę miecz już nie rani,
mocą Szkaplerza jesteśmy nawracani.

- Rajmund Manikowski



DWANAŚCIE KOSZÓW

jestem chlebem
w koszyku pacholęcia
Jezus mnie potrzebuje
rzesze głodnych czekają
jest tam wiele trawy
głodni siadają gromadami
dla wszystkich wystarczy

- Mysz /15 XI 04/



FOLIOWY WORECZEK

Wyrzucony przez niechluja foliowy woreczek
leży najpierw nieruchomo niby mały stateczek.
Lecz gdy go wiatr zauważy, napręża swe żagle,
czekając, aż samochód nadjedzie nagle.

Podrywa się do lotu, niby do podniebnych skoków
aż rząd pojazdów przelatuje, niby siedem smoków.
Żaden samochód nie jest mu nigdy obojętny,
po każdym się unosi i lot jego jest pokrętny.

A że niechlujstwo u nas powszechnie panuje,
foliowych woreczków na szosach nie brakuje.
Nie tylko na szosach, ale wszędzie wiele ich szybuje,
bo kultury i cywilizacji stale nam jeszcze brakuje.

- Mysz /27 X 04/



GDZIE WTEDY BYŁ JEZUS?

Różne chwile przeżywać musimy;
są wspaniałe jak kryształowy diament,
przechowywane pieczołowicie
w aksamitnych schowkach naszej pamięci.

Nie chcemy z nich nic uronić,
nawet najcichszego cienia ich blasku.
To chwile z naszej góry Tabor,
gdy chcemy stawiać trzy namioty.

Kiedy jednak przyjdą chwile Ogrójca,
jesteśmy zaskoczeni i zdziwieni,
że nas to spotkało, nie ominęło;
czyżby o nas Jezus zapomniał?

I pytamy się: gdzie wtedy był Jezus,
gdy o. Kolbe był w bunkrze głodowym?
Gdy nasz patron biskup Michał Kozal -
w Dachau był maltretowany?

Gdy księdza Jerzego skatowanego,
do bagażnika siłą wtłaczali?
I z kamulkami zmasakrowane jego ciało
do Wisły pod Włocławkiem wrzucali?

Gdzie wtedy był ich Mistrz Jezus?
Był bardzo blisko; nie tylko na to patrzył,
ale w nich cierpiał; z nimi się utożsamiał
i wołał: Przebacz im, bo nie wiedzą co czynią.

Gdy więc krzywda Cię spotka,
pamiętaj, On JEST przy Tobie,
On JEST z tobą i w tobie cierpi,
i choć tego nie widzisz, tobie błogosławi.

Gdy w przygnębieniu wołamy z Tobą:
Boże mój, czemuś mnie opuścił ?
On jest najbliżej i wtedy już wie,
jak cię nagrodzić i jak zło w dobro obrócić.

- Mysz /23 X 2004/



MÓJ PIESEK

Mój piesek malutki,
jest cały czarniutki.
Gdy przyjdzie ktoś z gości,
to szczeka ze złości.
Drapie się ciągle
i ogon swój ciągnie.

- Weronika Szarek



JAN PAWEŁ II

Wielu papieży służyło nam,
ale ten jeden wyróżniał się tam.
Jan Paweł II człowiek wspaniały,
co robił, wszystko dla Bożej chwały.
Kiedy wyruszał w podróż do Polski,
to ożywały miasta i wioski.
W ludzkich zaś sercach kruszył się głaz,
bo papież kochał każdego nas.
Dziś jego modlitwa i te wzniosłe czyny
pomogą odkupić tego świata winy.

- Karol Kubisiak



N A T C H N I E N I E

Biała strona zieje pustką
liter nań niezapisanych.
Pióro trzymam w drżącej ręce,
w głowie mam okropny zamęt.

Jedno słowo, potem drugie,
nieskończone jeszcze zdanie,
dopisuję nowych kilka.
Dobrze, myślę, ale one,
pędzone
wartkim nurtem rzeki słów
w zamęt zdań i liter
wtłoczone są znów.

I jak w karuzeli się kręcą,
i to tu pokazując się, to tam,
swą formą nęcą.
Nie dają mi spokoju
i wiercą w umyśle,
że słyszę ich brzmienie
jak we śnie.

I nagle wszystko jest jasne,
słowa i zdania, olśnienie!
wszystko układa się w jedno,
to jest po prostu natchnienie.

- Zofia van der Vorst-Ksycka



INNE JUŻ TO ŻYCIE TAM

Zapędzeni, zagonieni,
ciągle mało, ciągle w pracy,
ludzie może zapomnieli,
że żyć można też inaczej.

Mierzyć nie potrafią życia
niczym innym jak pieniądzem,
cali w strachu, że gdzieś inni,
inną miarą ich osądzą.

Prędko, prędko nowe auto
dom z ogrodem, nocna praca.
Jak pokazać, że dostatni,
gdzie pokazać się na wczasach?

Paryż, Rzym, Szwajcaria może,
do Hiszpanii można skoczyć,
w osiem dni góry i morze,
chwilę być,
czasu nie ma, by zobaczyć.

Z czasem wyścig i z pieniądzem
ludzie wiodą dzisiaj w kraju,
mniej zasobnie, lecz spokojniej
żyć nie mogą powiadają.

A ja tęsknię cicho, skrycie,
Za tym co to kiedyś było,
z cieńszą sakwą, trochę głębiej
i weselej się tam żyło.

- Zofia van der Vorst-Ksycka



M U C H A

Miałam chomika,
miałam ptaszki.
Ale z nimi
same porażki.

Chomik mi odszedł,
ptaszki odleciały.
Tylko wspomnienia
mi pozostały.

Mam teraz pieska
z ręki mi je.
Z nim robię wszystko;
Muszka się zwie.

Choć ciągle warczy,
nigdy nie gryzie.
Za moją Muszkę
ja się nie wstydzę.

– Urszula Przybyło

 

 

 PIEŚNI
 

Do bł. Karoliny Kuskównej

 

Cudowny kwiecie

1. Cudowny kwiecie polskiej ziemi
Prostego ludu, wiejskiej chaty
W kielichu swym jak kryształ czysty
A cnót barwami przebogaty

ref. Błogosławiona Karolino
Świeć nam przykładem swego męstwa
Bądź wzorem pracy i modlitwy
Czystości życia i męczeństwa

2. O apostołko Bożej sprawy
Aniołów chlebem wciąż karmiona
O gwiazdo ludu najjaśniejsza
W służbie bliźniemu niestrudzona

3. Twym ukochaniem Jezus Chrystus
Nie skarby świata, przyjemności
W godzinie próby śmierć wybierasz
Aby nie zdradzić tej miłości

4. Wpatrzona w postać Bożej Matki
Czystego piękna wzór wspaniały
Jej śladem idziesz przez męczeństwo
Po nieskalany wieniec chwały


 

MOHEROWE BERETY

 Ref. A my kochamy
MOHEROWE BERETY
Te nasze mamy w nich pięknie wyglądają,
To dumne damy i mądre kobiety,
Co swą rodzinę i swój polski dom kochają!
My uwielbiamy BERETY MOHEROWE
Za ich odwagę i życie dla Kościoła,
I całujemy z szacunkiem siwą głowę,
Bo MOHEROWY BERET serce ma ANIOŁA!


Nie mogą patrzeć na Was pewne środowiska,
I coś ich gryzie i szamocą się jak w matni,
Drwiące uśmiechy i ta złość aż w oczach błyska,
lecz ten się śmieje, kto śmieje się ostatni!
Oni nie wiedzą, kim była moja matka,
I ile dzieci w swym życiu wychowała,
Dla nich Ojczyzna to jest "tania jatka",
A główka z mózgiem pod BERET jest za mała!

Nie ma szacunku dziś dla siwej głowy,
Można ją opluć przy byle okazji,
Bo człowiek ma być młody, piękny, zdrowy,
A starszą generację poddać eutanazji!
Lecz ja na szczęście inaczej trochę myślę,
Żyję dla Boga, dla ludzi bez defektu,
A tych "życzliwych" to w takie miejsce wyślę,
Gdzie z głowy wyparuje nadmiar intelektu!

Ja dziś dziękuję moja Mamo Ci za wszystko,
Za Twoje serce, za Twą miłość, Twoją WIARĘ,
Bo Twoje serce biło dla mnie zawsze blisko,
Całuję ręce Twoje mocno spracowane.
Ty do Maryi się modliłaś najgoręcej,
Mówiłaś BÓG jest najważniejszy na tym świecie,
Dziś Mamo kocham Ciebie jeszcze więcej,
Za to, że chodzisz w MOHEROWYM BERECIE!

 

 

 MODLITWY

 

Święty Michale Archaniele!
Wspomagaj nas w walce,
a przeciw niegodziwości
i zasadzkom złego ducha
bądź naszą obroną.
Oby go Bóg pogromić raczył,
pokornie o to prosimy,
A ty wodzu niebieskich zastępów,
szatana i inne duchy złe,
które na zgubę dusz ludzkich
po tym świecie krążą,
mocą Bożą strąć do piekła. Amen.

 

 

Śmiej się śmiej, panie gej
Lecz niewesoło się śmiejesz
Wietrze wiej, deszczu lej
Ulituj się nad gejem
Śmiej się śmiej, panie gej
A z tobą cała banda
Co za wstyd! To już szczyt!
Z sodomii robić sztandar!
Idź więc w żałosnej manifestacji
Krzycz: akceptacji i afirmacji!
Niech cię wspierają autorytety
Niech ci elita urządza fety
Dziennikarzyna o móżdżku pawia
Niech w tefałenie ciebie wysławia
I niech powtarza po razy trzysta
Że kto nie z tobą ten jest faszysta
I niech ci jeszcze całusa skradnie…
Nic nie pomoże, bo jesteś na dnie
I choćbyś nawet wybuchnął szałem
Czarne jest czarne, a białe – białe.
Choćbyś odwracał wszystko z uporem
Zawsze niezdrowe jest to, co chore
Lepiej ze wstydu schowaj się w krzaki!
Piewco zboczenia, fanie kloaki!
Albo … od jutra zacznij się leczyć
Wszak masz i głowę (prócz innych rzeczy)
Do lepszej sprawy miejże zacięcie,
Bo nie dwóch ojców jesteś dziecięciem!
Trochę to może za mocno napisałam, jak na białogłowę (to już kiedyś, dawno, wklepałam do okienka na FF)
 

      
  Poniższy materiał dozwolony od lat 18.

 @ Mój pierwszy wiersz. Zainspirowany myślą papieża Jana Pawła II.

Aborcja . . . Czy powinna być dozwolona? Nie sądzę. Przecież płód jest już człowiekiem, małym życiem. Młodym, które pragnie żyć. Dlaczego ludzie mówią: "jak dziecko jest chore to aborcja jest dobra". Ze statystyk wynika przecież, że jedynie 39% płodów, które zostały poddane aborcji mają jakieś wady wrodzone. Analogicznie rzecz biorąc 61% dzieci , które zabito przez aborcję zginęły dzięki błędnej diagnozie lekarzy.


APEL DZIECKA

Panie Boże, pozwól mi żyć!
Chcę tak jak inni ludzie być!
Być, to znaczy podziwiać piękno naszego cudownego świata,
Teraz, jedna, jedyna myśl po głowie mi lata:
Czy matka w swej miłości
Mogłaby narobić sobie tyle przykrości
Nakazując zabójstwo własnego dziecka?
Jego życie w jednej chwili zgasłoby jak świeczka.
Mówiąc lekarzowi: "tak, jestem pewna tego"
Mówi: "Zlecam zabójstwo dziecka mego".
Bez zastanowienia, nie patrząc co później,
Pokazuje tylko głowy swojej próżnej
Głupotę.

Mamo! Błagam! Pokochaj mnie,
Tylko tego teraz chcę,
Pokaż mi co to życie
Tylko na tym teraz zależy mi skrycie,
Chcę zobaczyć świat.
I chociaż wiem, że nie jest on bez wad
Pragnę rosnąć, czuć, kochać i żyć z Tobą,
Bo to ty jesteś osobą
Która może dać miłość mi,
A wtedy ja, pokocham Cięz w wszystkich sił,
Pokaże Ci co to szczęście
Jeśli tylko znajdziesz mi miejsce...
W swoim życiu.

Lekarzu! Dlaczego to robisz?
Czy z innym światem się nie godzisz?
Czy nie widzisz ile zła wyrządzasz
I smutku na matkę strącasz?
Dziecko bezbronne zabijasz,
Z powołaniem się mijasz.
Bóg Ci nakazał ratować ludzi, A ty jakby kajdanami skuci,
podążasz za światem,
za prawdziwym nieładem,
gdzie życie się już nie liczy,
każdy tylko od świata pieniędzy sobie życzy,
Lecz popatrz na sumienie swoje
I pomyśl: "właśnie dziecko kroję
Niewinną istotę morduje"
Pomyśl, jak ja się czuję?
Umieram, nie powinno tak być!
Proszę was, Boże, Mamo, Lekarzu pozwólcie mi żyć.

- Aśka - 26 lipca 2009

 

Aborcja oczami nienarodzonego dziecka

Mamusiu!
Coś się stało, Ja żyję,
Ja naprawdę żyję.
Dar życia otrzymałam,
i braciszka mojego z boku poznałam.
On też prawdziwie się raduje
I świata ze mną oczekuje.
Dzięki Ci Mamusiu!
I kochany Tatusiu!
Braciszku! Patrz, coś się stało,
Jakieś światło się tu dostało,
Jakieś narzędzie błyszczące...
Ała! Jakie kłujące!
Braciszku co oni Ci robią?
Dlaczego dziurę w brzuszku Ci skrobią?
Mamusiu! Braciszka rozrywają!
Rączki mu powyrywają! Właśnie wykłuli mu oczko
I serduszko rozdarli głęboko.
Jestem krwią braciszka umazana
Mamusiu moja Kochana!
Już nie ma Nas dwoje - zostałam sama!
Sama jak kłoda na morze rzucana
Jak Ja się Mamusiu boję!
Pocę się w kolorze krwi.
Mamusiu! Nie pozwól umrzeć i mnie!

MAMUSIU!
Ten potwór paluszki mi obcina,
Już jest kaleką Twoja dziecina!
Mamusiu! Co Ja takiego zrobiłam?
Ja tylko życiem się cieszyłam!

Mamusiu!
Ja jestem miłością Boga dla ciebie,
On naprawdę chce mieć nas w niebie?
Jego miłość nigdy sie nie kończy,
Nawet po śmierci się sączy
Ratunku mamo!
On urwał mi już kolanko!
Tatusiu! Ja będę Twoim Skarbeczkiem,
Będę Twoim małym Aniołeczkiem, ale pomóż mi,
Niech nie wyrywa mi drugiej rączki!

Mamusiu! Tatusiu!
Ja mogę być głodna, nie potrzebuję pieniędzy.
Kochani! Ja mogę żyć w nędzy,
Ale nie pozwólcie, aby mnie zamordowali
I życie mi odebrali!
Mamusiu, Ja jestem jeszcze mała,
Ja będę zawsze Cię Kochała!
W Twojej starości będę Promyczkiem słońca,
Będę miłością Cię obdarzała do dni Twoich końca.
Mamusiu! Jakiś błyszczący nóż gardło podrzyna mi już.
Nawet nie wiem jak Wy wyglądacie
I dlaczego mnie nie kochacie?

Mamusiu!
Czy Ja umieram dlatego, że Tatuś Cię dręczy?
Że Cię nie Kocha i męczy?
Ja Ciebie tysiąc razy mocniej będę Kochała!
Ja - Twoja córunia mała!
Ja będę Ci buzi na dobranoc dawała.
Ja będę się z Tobą bawiła i śmiała.
Nie pozwól, żebym została zamordowana!
Mamusiu moja Kochana!
On teraz szczypcami oczy mi rozdusi.
Nie będę widziała Mojej Mamusi!
A Ty Mnie Mamusiu będziesz widziała.
Nie pozwól, żebym została zmasakrowana!
Spójrz do śmietnika, tam będę leżała!
Na dnie śmietnika pogrzebana

Mamusiu! Tatusiu!
Dlaczego życie Mi daliście?
I tak okrutnie je odebraliście?
Mamusiu patrz!
Twoją córunię w krematorium spalili,
Ale duszy Jej nie zabili.
Ja w Twoim umyśle będę żyła,
Będę po nocach Ci się śniła!
I będę po nocach do Ciebie wołała.
Ja - Twoja córunia mała.
Mamusiu! Dlaczego zatykasz uszy?
Przecież nikt Cię nie ogłuszy.
To przecież Ja, Twój Skarbek Kochany,
Ten, co miał brzuszek rozrywany.

Mamusiu!
Pamiętasz jak się bałam?
Pamiętasz jak o pomoc do Ciebie wołałam?
A pamiętasz Mamusiu oczy tego lekarza?
Co śmiercią dzieci obdarza?
Kto mu dał prawo, by zabił Twoją dziecinę?
Twoją niewinną kruszynę, Mamo...
Czy ta powolnej śmierci porcja
Nazywa się aborcja?
zapytaj rządzących o nazwiska
poznaj tych ludzi z bliska
sprawdź, czy oni też swoje dzieci zabijają
czy tylko ciebie w pogardzie mają

Mamusiu!
W naszym kraju mordercy chodzą na wolności,
A niewinnym łamie się kości
Ustawy ludobójcze podejmują
I Tobą się wcale nie przejmują.
Mamusiu, Moja Kochana!
Dlaczego cierpisz i jesteś załamana?
To przecież Ja - Twoja córunia kochana!
Mamusiu Moja, gdybyś wtedy mnie ocaliła...
Na pewno byłabyś szczęśliwa
Przyniosłabym Ci wiele radości
I tuliła w wielkiej miłości
Mamusiu! W Twoim sumieniu będę ciągle żyła
I będę za Tobą bardzo tęskniła.
Pamiętaj, że Twoja córeczka
Najbardziej by Cię Kochała!

Mamusiu Moja
Ja nawet teraz jestem cała Twoja!...

Wiersz pisany 18 stycznia 1990 roku (czwartek) o godzinie 22:22.
Autor: Małgorzata Waligóra (prawdopodobnie)


Dedykacja:
Pozdrawiam i cieszę się ze wiersz się przydał :) Może on spowoduje to ze kobiety przestaną zabijać swoje dzieci w taki drastyczny sposób... w ogóle nie chcę żeby ich zabijały!!! To Wy o tym decydujecie czy wasze dziecko się urodzi!! Macie wybór!! Ja mam 35 lat a moja córka 18... Nie usunęłam ciąży chociaż mi to proponowano... Teraz cieszę się ze mam tak wspaniała córkę :) dzięki Wam!!
M.W

 

Pod sercem mamy

Rozmawiały ze sobą bliźnięta:
- A ty wierzysz w „życie po porodzie"?
- No jasne, tam musi przecież coś być!...
Mnie się wydaje, że właśnie po to teraz tu jesteśmy, by się przygotować na to,
co będzie dopiero potem.
- Ej, ty głupoty opowiadasz! Żadnego życia po porodzie przecież nie ma, bo jakby to miało wyglądać?
- Nie wiem jeszcze... Ale będzie więcej światła; może będziemy biegać, skakać, jeść buzią?
- To bez sensu! Biegać się nie da! Kto widział, by jeść ustami? Przecież żywi nas pępowina!
- Nie wiem jeszcze... Na pewno zobaczymy naszą mamę. Ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Toż to jakieś bajki! A kto to w ogóle według ciebie jest?
- No, przecież ona jest wszędzie, wokół nas. Dzięki niej żyjemy. Bez niej, nas by tu nie było.
- Nie wierzę! Ja żadnej mamy jeszcze nie widziałem, czyli jej nie ma.
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, to możesz posłuchać jak śpiewa, jak do nas mówi, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później...

- Nadesłał Zygmunt Kin (Nadzieja i Życie, nr 51/2009)

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Zobacz również wiersze na podstronach: MAŁY CUD, BOHATER i PSY

Aktualizacja strony: 07 listopada 2018 17:20